wtorek, 13 marca 2012 22:11:23
Walka o czyjeś uczucie jest upokarzająca, żałosna wręcz, jak żyjesz w świecie iluzji, fantazji, wyobrażasz sobie czyny i słowa, wierzysz, że to istnieje, akceptujesz myśl, że to nie jest prawda, ale zagłuszasz ją. 
Idealizujesz otoczenie, prowadzisz ciche dialogi, wykonujesz ruchy jakby w trakcie konwersacji z głuchą ciszą.  

Odlatujesz.
To wszysko nie istnieje. To wytwór chorej wyobraźni, który próbuję zmusić Cię do życia nie w życiu.
A Ty myślisz, że samodzielnie dokonujesz wyborów...





Walka o czyjeś uczucie jest upokarzająca...  
Żałosna wręcz.




środa, 15 grudnia 2010 08:00:49
Koniec.
Myślę sobie: to koniec. Ale to nie to samo, co prawdziwy koniec. Każdego wieczora leżę i myślę: kiedy ten koniec? Czy to już? Czy to tylko bardziej podświadomie?
Wszyscy ludzie lubią przygotowywać się na różne końce. Czasami coś się kończy dużo wcześniej niż przybywa ten moment: to naprawdę koniec. Ludzie lubią żyć marzeniami. W ludzkich oczach czasem coś naprawdę czarnego, nie wygląda tak źle, coś naprawdę skończonego, nie tak na samym końcu. Nie można się przygotować na koniec, choćby zarwało się wszystkie możliwe noce w życiu.
Bo myślisz sobie: on mnie nie kocha, w końcu przyjdzie koniec.
I przychodzi. A wtedy ta myśl: jak to? To już? To koniec?
Niemożliwe.

Z końcem to jest tak, że zaczyna się zawsze zbyt wcześnie, w taki sposób jakiego nie przewidzimy. A nawet jeśli, to najdrobniejszy szczegół sprawi, że zapytamy: już?
Można być pewnym końca, ale kiedy nadchodzi zawsze sprawi, że albo odczujemy ulgę albo przykrość. Można powtarzać w każdej sekundzie: idzie koniec.
A jak przyjdzie następuje wielkie zaskoczenie.

Nie ważne czy sami kończymy czy ktoś kończy z nami. Kiedy nadchodzi koniec, taki koniec z przykrością, zawsze chcemy cofnąc czas.
Wiedzieliśmy o końcu! Ale sam koniec przecież nie mógł się nigdy zdarzyć...







czwartek, 11 czerwca 2009 15:27:00

Mój nowozbudowany obraz człowieczeństwa runął. Zostały po nim gruzy i unoszący się w powietrzu kurz.


Nie istnieją żadne słowa i żadne wyjaśnienia, które mogłyby to cofnąć. Nie ma takiej rzeczy, która mogłaby powstrzymać rozwój akcji. A już na pewno nie ma takiego człowieka, który chciałby podtrzymać walący się mur, kiedy pod nim stoję...


Czy to już oznacza wegetację? Nie jestem pełna nienawiści, wcale nie, może po prostu się zawiodłam. Życie powoli się stabilizuje. Chaos ostatnich miesięcy znika. Zaczyna się robić spokojnie i wszystko wraca do normy. Żyje sobie wolno, zgodnie z własnymi zasadami, trochę z boku, ale odzyskałam to, co dla mnie najważniejsze - ciszę.


Wszyscy szukają mojego smutku w samotności. Dziwne.


Ja wcale nie jestem smutna, z tego powodu, że jestem samotna.


Ja jestem samotna właśnie dlatego, że jestem smutna.


Choć zawiodła treść forma została niezmieniona... Pytanie jest takie... Czy upadliśmy razem z treścią, czy pozostaniemy formą...?






niedziela, 22 marca 2009 22:28:20

Jeżeli wydaje się Wam, że ostatnio jestem jakaś nieobecna, możecie mieć rację. Ja samej siebie ostatnio nie mogę odnaleźć.


Tak wielu ludzi, którzy mnie odrzucili i tych, którzy zostali odrzuceni. Nie starczy dnia i nocy by wszystko wymienić. Poprosić o wybaczenie. Są osoby, na których tak bardzo mocno zależy... Ale i ich już nie będzie, a niektórych nie ma już w tym momencie. Odeszli sami.


Można jednak upaść niżej. Choć nadchodzi taki moment, który nie pozwala kopać dalej mimo rzuconej łopaty... Prawda?






poniedziałek, 2 lutego 2009 13:03:05
Nie byłabym w stanie stwierdzić czy to dobrze, że stało się właśnie tak chociaż obnażam przed sobą całą boskość i nie boskość tego błędu. Czy błąd? Właściwie to jak uważasz? Kilku ludzi idzie prostą ścieżką, do końca, przed siebie, nagle napotykając rozgałęzienia i ktoś musi skręcić. Czasem tak jest, że trzeba się rozstać, że nie wolno nam trzymać się razem. Tylko dlaczego...? Można by zasypać się pytaniami, pogłębiać swoją niewiedzę i dobijać brakiem rozwiązania, tylko nie bardzo wiem po co. Robię to mimowolnie. Tak jakby działo się samo, poza mną, a jednocześnie z moim pełnym udziałem. Nie potrafię ogarnąć powagi sytuacji, może przesadzam? A może wcale nie? Gdyby ktoś spytał mnie: "co się stało?" nie potrafiłabym udzielić żadnej, nawet najbardziej szczątkowej odpowiedzi. Bo ja jestem, cały czas tu jestem, z tym, że jakby obok. Rozumiesz? Obok wszystkiego, a jednak biorę w tym udział... Nie mieszam się w nic, bo nie rozumiem co się dzieje. Nie potrafię powiedzieć jakie jest moje stanowisko, bo nie rozumiem czym się one różnią. Czy nienawidzę? Czy kocham? Tęsknię? Nie wiem. A czy ma to swoją rację bytu? Nie. Tak. Więc o czym jest mowa?

Na końcu, na ścieżce, zotałam sama. Niekonkretnie, inni ludzie też tędy podążają, z tym, że wcale ich nie zauważam. Nie chcę widzieć. Mogłabym tańczyć jakby w innym świecie, na innej ścieżce. Może moja droga prowadzi w zupełnie inne miejsce, tak bardzo dalekie, a jednocześnie punkt wyjścia i wejścia to jeden obszar. Spotkamy się kiedyś wszyscy, przy wyjściu, spojrzymy na siebie i skrytykujemy się za własne drogi. Bo czy mamy wobec siebie za grosz wyrozumiałości? Pochlebstwa dla własnych decyzji oraz szacunku do decyzji drugiej osoby? Potrafimy niszczyć i nienawidzić innych za to, że nie postąpili zgodnie z planem, a jaki był ten plan? Że pójdziemy razem, za rękę, na zawsze i tak naprawdę nieważne gdzie. Gdziekolwiek.
Pomyślmy racjonalnie... Bez emocji. Czy to było możliwe? Moglibyśmy iść przed siebie, nie zważając na mapę, nie rozglądając się na boki, być zaślepieni swoją obecnością? Czy mamy prawo oskarżać innych za zmianę biegu wydarzeń? Nie wiem w jakim miejscu się znajduję. Nie jestem w stanie stwierdzić czy to dobrze, że stało się właśnie tak chociaż obnażam przed sobą całą boskość i nie boskość tego błędu. Czy błąd? Właściwie to jak uważasz?




wtorek, 6 stycznia 2009 02:22:14
Chodź ze mną, ludzie niech mówią dalej, zawsze będą mówić, my jesteśmy dla siebie, wbrew wszelkim krytykom i pochwałom. Niech ludzie chodzą za nami, niech pukają się w głowę, niech nas lekceważą.
Bądź...
Wiesz ile się zmieniło, ile straciliśmy, to tak długi okres czasu, a jednak tak niewiele. Tyle się zdarzyło, nie do końca wszystko rozumiemy. W którym momencie się zaczęło? Co nami kierowało? Do czego wracałeś kiedy pierwszy raz zagubiłeś się we własnych myślach? Dlaczego milczysz...? Nie potrafię z Tobą o tym porozmawiać. Obawiam się odrzucenia, obawiam się słów. Nie wiesz tego, ale ja zawsze bałam się słów bardziej niż uderzenia. Żadne rany nie zostawiają tak głębokich blizn jak te wypowiedziane. Nie wiem jak uważasz... Takie jest moje zdanie, wiem, nie rozumiesz go. W tak wielu kwestiach nie możesz mnie zrozumieć... Mimo tego, że jesteśmy tak blisko, jesteśmy tak daleko. Nie rozumiesz? Powiedz mi, co się dzieje? Będę pytać, jak to się zaczęło? Kiedy? Nie chcę obudzić się pewnego ranka i wiedzieć, że Ciebie już nie ma. Jestem w stanie tak wiele zrobić byś był jednocześnie wiedząc, że to nierealne... Nie możemy być obok siebie. Bez względu na to jak wiele i niewiele wiemy o sobie nigdy nie będziemy mogli iść jedną ścieżką do końca. To takie zagranie losu. Ja wiem. Czy tego żałujesz?




poniedziałek, 1 grudnia 2008 20:56:20
Obraziłeś się na mnie? Wiesz czym jest obrażanie się? To ciągnięcie sporu, tylko że w milczeniu. Lubisz milczeć, może obserwujesz, może się nad tym zastanawiasz, a może wcale nad tym nie myślisz. Nie wiem co robisz bo całkiem straciłam kontrolę nad tym co się z Tobą dzieje. Myślisz, że to dobrze? Pomyśl przez chwilę nad swoim życiem, filozofia nie jest Ci obca, wiem o tym, pamiętam. Zadaj sobie kilka pytań rodem z Sokrates Cafe, czym się zajmujesz? Kim jesteś? Czy jesteś szczęśliwy? A przy okazji pytań zapytaj samego siebie czy jest w Tobie jakiś pierwiastek tęsknoty za mną? Nie wiem czy to pytanie było odpowiednie. Zaczyna się grudzień, spadł śnieg, który właściwie już stopniał, a szkoda. Miło było popatrzeć na świeże ślady sanek pod stopami. Szczęśliwe dzieci lepiące bałwana. Ostatnio w życiu jest tak mało szczęścia. Nie pamiętam kiedy byłam w pełni szczęśliwa. Ogólnie ludzie za mało nad sobą myślą, robią rzeczy, które sprawiają, że nie są zafascynowani swoim życiem. Dlaczego? Nikt nie potrafi sobie zadać kilku prostych pytań ponieważ obawiają się własnych odpowiedzi. Jeżeli człowiek o tym nie myśli, nie zdaje sobie sprawy z błędów, które popełnia co prowadzi prostą linią do tego, że nie można ich naprawić. Jak bardzo złożonym problemem jest odpowiedź na pytanie: czy jesteś zadowolony ze swojego dotychczasowego życia? Co dobrego robisz dla innych? Człowiek nie wie, że los nie do końca jest kometą, która bezwładnie spada w jego ramiona. Jaki to jest wielki ludzki casus. Czy Ty też tak uważasz?




czwartek, 27 listopada 2008 21:52:56
Według Ciebie jestem tylko książką, do której już się nie wraca. Złap mnie za rękę i powiedz mi prawdę. Zależy mi na tym, byś mnie nie okłamywał. Chociaż Ty. Jeżeli prawda jest najgorsza, także chcę ją znać. Nie szczędź mi bólu. Ostatnie miesiące i tak się bez tego nie obywają. Powiedz mi, proszę, to ważne, kim ja jestem? Jeżeli już nie Twoja, jeżeli już nie mówię, jeżeli już nie my... Gdzie jestem? Jeżeli już nie słyszę starych słów, jeżeli już nikt nie powtarza, że cieszy się z mojej obecności, jeżeli już nic nie znaczę...
Ile czasu jeszcze musi minąć bym otrząsnęła się z największej straty w moim życiu? Czy jest w ogóle możliwe opamiętać się i złapać resztki honoru tak by funkcjonować dalej normalnie, nie wiem. Kto następny pojawi się w moim życiu? Pasterz bez owiec? Rycerz bez zbroi? Jak bardzo będzie się od Ciebie różnił? Jak długo będę porównywać go do Ciebie? Jak zawsze, tak wiele pytań, tak wielu ludzi i żadnej odpowiedzi. Skąd ja mam wiedzieć co robić? Poeci i pisarze zachwycali się schizofrenikami właśnie dlatego, że byli inni, a wcale nie mieli gorzej. Szczególnie w epoce romantyzmu panowało przekonanie, że schizofrenicy są bogami na ziemi. Ja też byłam Bogiem, ale spadłam. Upadłam zaraz za Tobą, początkowo obróciłeś się i nawet pomogłeś mi wstać. Nie wiem co zrobiłam, że aż dwukrotnie pozwoliłeś z powrotem paść mi na ziemię. Odszedłeś dwukrotnie. Za drugim razem już nie wróciłeś. Ja czekam...
To skarb mieć mnie w domu, powiedz mi, w którym momencie przestałeś tak uważać?




środa, 19 listopada 2008 10:31:11
Myśli ugrzęzły w mydlanych bańkach. Podejrzewam, że eremita miał ze swoją samotnością mniej kłopotu, niż ja ze swoją. Być może dlatego, że nie wyglądam na zakonnika i wcale nigdy nie chciałam. Czy gdybym była zakonnikiem byłoby mi łatwiej bronić swojego odosobnienia? Nie było takiego problemu jeszcze lata wcześniej. Wtedy też to całe wyobcowanie było niesamowicie odległe. Jeszcze kilka lat, jeszcze kilka lat... A to już teraz. Nie wiadomo, w którą stronę ruszyć, jak się obronić, co zrobić i co powiedzieć. Nie oznajmię, że czekam na atak, ale nie stwierdzę też, że czuję się bez Ciebie bezpieczna. Ale czego się spodziewać?
Tej nocy moje myśli wzleciały wysoko w górę, szukając mojego Boga, ale zastały tylko kartkę: wrócę zaraz. Czekałam długo, godziny, do samego rana, nikt się nie zjawił. Nadszedł czas by odrzucić swoją wiarę i przejść na nowy system wartości, który właściwie nie został jeszcze uporządkowany. Więc trwam zawieszona między wierszami, gdzieś głęboko, między ostatnim wyrazem i kropką, tylko w którym zdaniu?
Czy zauważysz jak odwrócę się i powoli oddalę? Ciekawi mnie, czy zainteresujesz się tym dokąd się udam, czy mam miejsce, do którego mogę pójść. Kiedyś trzymałeś mnie za rękę przysięgając, że to się nie zmieni i nigdy nie pozwolisz mi odejść, a teraz możesz tego po prostu nie zauważyć. Mogę Ci przyrzec, że obejrzę się kilka razy i sprawdzę czy tam stoisz. Jest taka możliwość, że już nigdy nie wrócę. Czy przyniesie Ci to ulgę?




środa, 29 października 2008 12:22:44
Są opowieści, które wcale mnie nie interesują, ale będę pochłaniać to wszystko z najszczerszą uwagą właśnie dlatego, że Ty to opowiadasz. Uśmiechając się lekko, śledząc wzrokiem Twoje nerwowe ruchy i lekko rozbiegany wzrok. Nie wiesz gdzie spojrzeć? Czy na mnie? Czy przed siebie? Gdzieś obok? Przymknąć wzrok? Właśnie dlatego bezpieczniej jest mieć coś w ręku. Choć i tak nie możesz się skupić na czymś konkretnym kiedy rozmawiamy. Robisz wtedy milion rzeczy w jednym momencie, chociaż nie zdajesz sobie z tego sprawy, ja obserwuję, zapamiętuję, a wtedy mogę usłyszeć, że praktycznie Cię nie znam. Oh, jak okrutnie się mylisz! Jestem gotowa wyrecytować każdy Twój ruch i to co mówiłeś w każdym momencie, choć niedokładnie.
Słucham Cię sumiennie, z ogromnym zainteresowaniem, zupełnie tak, gdyby to były najważniejsze w świecie informacje. Chłonę Twój głos przymykając co chwila oczy i pamiętając: jesteś tu, jeszcze tu jesteś...

Nie do końca potrafię wyrzec się wspomnień, w których Ty uczestniczysz. Może to jest tym gwoździem do konfliktu z moim Bogiem? Może to spowodowało nagłe odsunięcie mnie od nadmocy, którą już przecież w zamyśle całkiem nieźle władałam... Teraz nie mam nic. Ni Ciebie, ni mocy, tylko wspomnienia, gdzieś, porozsypywanie, starannie zbieram, odkładam, porządkuję... I nie wiem co robić dalej. Mogłabym musnąć przypomnienia sprzed roku, kiedy Ty nie pamiętasz ostatnich dwu miesięcy. Dlaczego to się tak potoczyło? Nie spytam Cię o to. Bo jaką to odegra rolę w naszych życiach? Można by wysłuchać naszych racji, a konkretniej racji moich i Twoich i racji całej reszty, która już mnie tak nie obchodzi. Czym jest reszta, kiedy Ty jesteś obok? Bo kiedy tu jesteś skupiam się na tym by tęsknić, choć trochę, tak na zapas, bo nie potrafię nacieszyć się Twoją obecnością. Nie usiądę obok Ciebie, lepiej gdzieś dalej, z boku, lecz nie bezpieczniej... Aczkolwiek widzę czasem Twój pytający wzrok: dlaczego nie przysiądziesz się tu? Nie odpowiadam, milczę, słucham co mówisz i mam nadzieję, że nie zamilkniesz zaprzestając nakładać na moją głowę tych bzdur. Kocham te absurdy, kocham je mieć w głowie razem z Twoim głosem więc nie przestawaj, wprawdzie przekraczają one czasem granice rozsądku, ale nie wiń mnie za mą wrażliwość na przesadę. Mów dalej. Obiecaj, że będziesz mówił. Gdy przestajesz mam wrażenie, że znów odchodzisz. Nie zrobisz mi tego, prawda?




niedziela, 12 października 2008 17:46:54
Odnalazłam swojego Banshee. Nie był daleko i czekał, choć się nie przyznał. Kto by się przyznał, że czekał właśnie na mnie? Odnajduję pewną słuszność, która w rzeczywistości nie ma racji bytu. Nie wiesz o co chodzi? Rozmawiamy tak od ponad roku, a Ty wciąż masz spadki formy, w których nie jesteś w stanie mnie rozszyfrować. Dlaczego? Ja jestem w stanie przewidzieć co zrobisz pięć dni na przód, nauczyłam się tego przez zaledwie rok. Tak jak powiedziałam, tak się stało. Szkoda, że zwieńczone to zostało bardzo ostrym i niesłusznym skrytykowaniem mojej osoby aczkolwiek wiem, że rusza to tylko mnie. Ty, Diabełku, już w ogóle się tym nie przejmujesz. Masz teraz na głowie tak potężnie kłopoty, przy których ja jestem tylko odsuniętą na bok przeszłością. Dlaczego przeszłość boli?
Może podchodzę do tego bardzo egoistycznie, ale przecież nie byłam w stanie przewidzieć pół roku temu, że tak to się skończy. Ze statusu wstępnej nadmocy otrzymałam status kompletnego dna, a ze statusu Strażnika Snu, status bezsenności. Tyle się nabawiłam przez naszą znajomość. Oh, gdybyś tylko wiedział jak bardzo moja pamięć jest wyczulona na pewne dni. Prawdopodobnie nie powiem Ci tego nigdy, gdyż nie będę miała okazji. Myślę też, że sam na to nie wpadniesz. Twój umysł został przedstawiony w niewyobrażalnym chaosie. Gdzież w tym chaosie znaleźć moją osobę? Właśnie...
Nie czuję się winna Twojego odejścia, czuję się winna przyczyny tego całego zamieszania. Być może to czy będę jeszcze kiedyś miała okazję spojrzeć Ci w oczy stoi pod znakiem zapytania, ale czy to wyłącznie moja wina?
Próbuję cofnąć się o kilka miesięcy i przypomnieć sobie moment, w którym obietnica przestała obowiązywać. Boże, jak wielu rzeczy jeszcze będę musiała się jeszcze wyrzec żeby móc wreszcie stanąć przy Twoim boku? Potrzebuję pomocy. Dlaczego po prostu nie pozwolisz sobie mi pomóc?





sobota, 4 października 2008 00:33:35
Teraz uwierzyłam. Widzę Cię i oddycham Tobą. Teraz wiem, że mam te skrzydła, na których dolecę wszędzie. Choć moja kochanka, Siła, ona mnie opuściła. Z resztą. To nie ma znaczenia, z Siłą czy bez, jesteś, bym mogła kochać Ciebie lecz nie została pokochana. Zapominam codziennie na chwilę by móc zaraz sobie o tym przypomnieć. Ta jedna, zaschnięta chwila, chociaż nie do końca normalna, czekam na nią cały dzień, by zapomnieć. Mimo to ja pozostanę wierna swojej platonicznej miłości. Możemy mówić o wymordowaniu koszmarnych snów, złych zdarzeń i tak dalej, co wcale nie znaczy, że się przez to do siebie zbliżymy, prawda?

Głupio przyznać, ale wierzyłam, że umrzesz, że nie powstaniesz, że znikniesz z mojego życia raz na zawsze, a Ty wróciłeś i wciąż tu jesteś. To boli i rozrywa mnie od środka, wierzysz w to? Jest w Tobie coś czego szukam, czego wszyscy szukają i nikt nie może znaleźć. Czy wiesz o tym, że Ty masz te moc na własność? Jesteś spełnieniem, nirwaną, wsparciem. Twoje towarzystwo zmienia otoczenie w utopię. Dla mnie. Niestety cały czas wiem, że ta utopia nie może zaistnieć, a jest zwykłym, chorym urojeniem. Kolejnym wymysłem mojej chorej głowy. Boże, ile bym dała by móc opisać Tobie ten świat, mógłbyś zobaczyć jak tam jest pięknie.Teraz wiem co to za ból ponieważ nie potrafię się uchronić przed nim. Czy wiesz co czuję zaplątując się w sieć własnej głupoty? Tak, rzygam tęsknotą. Wspomnienia z Tobą nie tracą na wartości.

Teraz Śmierć przychodzi do mnie każdej nocy i mówi, że to jeszcze nie ten czas. Rozmawiamy długo, a później znika żegnając się słowami "do zobaczenia wkrótce". Kiedyś przyjdzie i powie, że to dziś. Czekam na ten dzień bo Bóg kompletnie mnie sobie odpuścił. Boże! Wciąż tu jestem i czekam na znak, dlaczego mi go nie dasz? Czy jestem aż tak szpetnym i okropnym człowiekiem? Czy ja w ogóle jestem jeszcze człowiekiem? Bo tracę resztki człowieczeństwa. Nie kontroluję niczego! Kiedy Śmierć zabierze mnie ze sobą wreszcie będę miała możliwość porozmawiania z Tobą. Dlaczego mnie opuściłeś?




czwartek, 4 września 2008 00:33:47
Wymierzenie we mnie celnych słów, że powinnam umrzeć... Bardzo wzięłam sobie te słowa do siebie. Czy słusznie?
Z jednej strony przykro mi to słyszeć właśnie z Twoich ust, wydało mi się, że wciąż tu jestem, jednak w Twoich oczach, jedną nogą jestem już tam.
Z drugiej strony jestem w stanie Cię zrozumieć. Kim jestem? Dobre pytanie, kim jesteśmy? Teraz kiedy utraciłam te moc, poziom energii upadł poniżej przeciętnej, strach rozrósł się nad miasto, a ta dziwna, zła siła rośnie w potęgę... Moje miasto jest takie smutne kiedy płacze. Nie chcę by płakało, ale ono zawsze płacze, kiedy robię to i ja. Podnoszę się tylko wtedy, kiedy podajesz mi rękę. W innym wypadku leżę. I nie mam siły wstać. Jestem skazana na Twoją łaskę i niełaskę, a niedługo... Będę skazana na Ciebie bo sama nie będę w stanie zrobić nic.
Oto moja odpowiedzieć. Teraz już wiesz jakim człowiekiem jestem. Tylko dlaczego wciąż tu jesteś? Wciąż jesteś przy mnie. Wróciłeś czy chcesz mi pokazać, że zawsze możesz tu być, ale zawsze możesz też odejść? Co chcesz teraz zrobić? Dlaczego mi nie powiesz o tym? Gdziekolwiek będziesz wiedz, że będę tu czekać. Nawet jeżeli miałbyś nie wrócić. Wiem, że teraz tu jesteś. Nie wiem tylko jednego...
Jak długo jeszcze tu zostaniesz?




środa, 30 lipica 2008 21:33:38
Pierwsze słowa padły jeszcze przed tym zanim zastanowiliśmy się nad tym co właściwie robimy. A co robiliśmy? Nic takiego. Byliśmy ludźmi szaleńczo zagubionymi w swoich komplementach. To, co teraz z daleka wydaje się nam, mi przynajmniej, niewyraźne i niezrozumiałe, wtedy, kiedy było blisko było zupełnie oczywiste. Nie zastanawialiśmy się nad tym "co się stanie jeśli"... Bo co miałoby się stać?

Nie wiem o czym mam z Tobą myśleć. Czy o Tobie? Czy się cieszyć? Czy martwić? O Ciebie? O mnie? O nas? Gdzie spojrzeć? Co powiedzieć? Nie zastanawia Cię to, że nasze życia mają ze sobą tyle wspólnego, choć teraz są sobie zupełnie obce? Myślisz czasem nad tym co by mogło się wydarzyć gdybyśmy nigdy się nie poznali? Uważał byś to za stratę czy zysk?

Poczekaj chwilę, gubię się w zeznaniach. Ty też to robisz. Pomieszało Ci się. Musisz się skupić, to przecież ja. Jeszcze żyję. Oddycham. Przełykam. Widzę. Słyszę i czuję. Nie, to nie tak, że ja nie chcę odejść. Czemu pytasz? Proszę, pozwól mi nie odpowiadać na to pytanie. Ja nie wiem. Bo byłeś, a później nagle... Opadł kurz, emocje opadły, słowa przeleciały przez palce, zapomniane. Nie było ich już i Ciebie też już nie było. Nie pamiętasz? Dlaczego nie pamiętasz? Mów, a ja będę Cię słuchać. Przecież zawsze Cię słuchałam, prawda?

Gubię dźwięki. Może trochę obrazy. Liczę te wszystkie dni, czekam choć nie powinnam. Mówię kiedy powinnam się zamknąć, nie ma mnie kiedy być powinnam. Tak strasznie zadomowiła sie tu Tęsknota, podła i egoistyczna współlokatorka. Mieszka z Chłodem w pokoju obok. Ja natomiast zakwaterowałam się tu, razem z Chaosem, w tym pokoju gdzie atakują mnie brzoskwiniowo-burgundowe ściany. Nie mam życia, to najgorsi współlokatorzy w całym wieżowcu. Czemu to akurat ja muszę wynajmować im moje mieszkanie?

Wrócisz do mnie?






czwartek, 3 lipica 2008 00:00:08
Podjęłam decyzję. Ty naprawdę chciałeś znać historię mojego życia. Głupio Ci było po prostu spytać. Czy to dlatego, że prosiłam, abyś tego nie robił? Chcesz posłuchać mojej historii? Dobrze więc. Opowiem Ci ją, z każdym zapamiętanym szczegółem, ale czy Ty będziesz w stanie jej wysłuchać? Może nie wiem zbyt wiele, ale to ciężka do wysłuchania opowieść. Może kiedy skończę zrozumiesz dlaczego nie chciałam Ci o tym mówić. Wierzę w Twoją inteligencję. Cóż, teraz wszystko się już wyjaśni.

Człowiek zachowuje wspomnienia od około czwartego roku życia, w tym momencie też zaczniemy moją historię. Do wcześniejszych etapów będziemy wracać później, kiedy to zapełniałam w swoim życiorysie wydrapane luki. Wiele z moich wspomnień zostało też wypchniętych przez zmysł obronny. Wiesz jak to jest? Żeby dalej funkcjonować trzeba zamazać niektóre wspomnienia, bo one to uniemożliwiają. Nie opowiem Ci wszystkiego, moja pamięć jest bardzo zawodna. Chodź do mnie. Usiądź wygodnie i posłuchaj... Możesz zadawać pytania, prowadzić ze mną dyskusję, krytykować moje wybory, pochwalać za niektóre decyzje... Kiedy skończę przytul mnie i pozwól mi spać. Tylko w Twoich ramionach czuję się bezpiecznie.

Jestem częścią długiego łańcucha emocjonalnego, który zatonął wraz z Twoim odejściem. Częścią układanki, rozsypanej przez Twoją nieobecność. Na co mi, u licha, ciągłe zadawanie monotonnego pytania: gdzie jesteś? Nie uzyskam odpowiedzi, wiem o tym, a mimo to próbuję wynurzyć ten łańcuch i zebrać w całość pieprzone puzzle. Pytania rodzą pytania, a te nowe stwierdzenia. Oddalenie, zniechęcenie, odepchnięcie, zapomnienie... Miejsca oddalone o setki mil, a nawet o całą moją wyobraźnię. Strach przez dopełnieniem obietnicy. Lekka próżność i garstka samotności. Delikatne zagubienie i słodka niepewność. Dużo bym zrobiła, nawet cofnęłabym czas. Wykluczyłabym siebie z niektórych życiorysów, teraz jest zbyt późno. Pojawiłam się i właściwie nie zmieniło się nic. Nic na lepsze...


Przecież Ciebie już nie ma więc do kogo to mówię?









Liczydło

Od 21.04.2006r. było tu już Wariatów
Dziękuję, możesz już iść.


"I tak jak obłęd, w wyższym tego słowa znaczeniu, jest początkiem wszelkiej mądrości, tak schizofrenia jest początkiem wszelkiej sztuki, wszelakiej fantazji."
-Hermann Hesse-


Apn



Ukochaj Psycholke
O mojej osobie

Bez bólu i cierpienia nie istniejemy.
-Sofokles-

Księga

Jeżeli chcesz zaszczekać
tu się wpisz.
Jak chcesz zobaczyć bzdury innych
wtedy zobacz tu.

Śmierć ma urok tylko dla odważnych.
-Isidore Lucien Ducasse-

Ile wariuję

2006
kwiecień (4)
maj (1)
czerwiec (4)
lipiec (2)
sierpien (2)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2007
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (2)
grudzień (1)

2008
styczeń (3)
luty (5)
marzec (2)
kwiecień (3)
maj (3)
czerwiec (3)
lipiec (2)
wrzesień (1)
październik (3)
listopad (2)
grudzień (1)

2009
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
czerwiec (1)

2010
grudzień (1)

2012
marzec (1)



Życie jest pełne nieszczęścia, samotności i cierpienia - i do tego kończy się o wiele zbyt wcześnie.
-Woody Allen-

Ukochani


Psychopaci.

Piercing
Czarny Aniołek
Silent
Aniołek z Piekieł
Quince
Koskinen
Dri7
Panna Aleksandra
By Żyć



Problemy.

Samobójcy
Autoagresja - słabe nerwy? Nie radzę...
Autodestrukcja
Narkotyki
Autoagresja


Oceny.

Ocena albo Śmierć
Lustrzane odbicie
Positive Marks
Everything Oceny
Blogowe oceny blogów


Jak to jest, że dla wielu o jakości życia decydują te nałogi, które je skracają?
-Andrzej Majewski-

Szablon

Szablon wykonała Gabrielle








homikus.pl
Młodzi Socjaliści. Lewica. Demokracja. Socjalizm.